Do ilustrowania musiała dorosnąć. Choć od dziecka lubiła książki i rysowanie (zdarzało się, że i w książkach), postanowiła zostać… cyrkowcem. Nie wiadomo dlaczego, skończyła ceramikę na krakowskiej AGH. Przez jakiś czas wykonywała bardzo nudną pracę w fabryce porcelany i aby nie zaziewać się na śmierć, przypomniała sobie, że najwięcej radości sprawia jej malowanie. Czym prędzej chwyciła więc za farby oraz pędzle i zaczęła malować – najpierw drewniane koty, ptaki i inne cudaki stworzone przez męża Maćka (od 1998 roku wspólnie prowadzą pracownię Z Innej Bajki), potem ściany w pokoju synków Kostka i Ignasia, meble oraz wszystko, co wpadło jej pod pędzel. Ale najchętniej maluje na tekturze ilustracje do książek i do „Świerszczyka”, w którym zadebiutowała (poprzez poplątane ścieżki) całkiem niedawno, bo w 2011 roku. Lubi dziwić się światu. Marzy o własnych skrzydłach. Na razie pojawiają się one w snach, podobnie jak postacie z tekstów, które ma zilustrować. Mieszka z rodziną gdzieś na uboczu XXI wieku. Chciałaby kontynuować chlubną tradycję dziadka i pomalować kurnik swoim kurom – może w rupaki?

Źródło – Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Jej bajka
Od dziecka lubiła książki i rysowanie (zdarzało się, że i w książkach), postanowiła zostać… cyrkowcem. Nie wiadomo dlaczego, skończyła ceramikę na krakowskiej AGH. Przez jakiś czas wykonywała bardzo nudną pracę w fabryce porcelany i aby nie zaziewać się na śmierć, przypomniała sobie, że najwięcej radości sprawia jej malowanie. Czym prędzej chwyciła więc za farby oraz pędzle i zaczęła malować.

Jest jednym z bardziej rozpoznawalnych ilustratorów w Polsce. Ilustruje „Świerszczyka”, niektóre podręczniki, robi plakaty i foldery, pomaga też mężowi w pracowni „Z Innej Bajki”, malując na drewnie obrazy w pojedynczych egzemplarzach. Jednak to ilustrowanie książek zajmuje ją najbardziej.

W ciągu pięciu lat zilustrowała kilkadziesiąt  książek, m.in. dla wydawnictw: Nasza Księgarnia, BIS, Literatura, Muza, Publicat, Egmont. Współpracowała i współpracuje ze znanymi autorami piszącymi dla dzieci, m.in. z Agnieszką Frączek, Wojciechem Widłakiem, Joanną Papuzińską, Zofią Stanecką.

Zdarza się jej odrzucać teksty, których „nie czuje”, bo musi być w porządku wobec siebie, autora, wydawnictwa, a przede wszystkim wobec dziecka, które bardzo szybko wyczuje fałsz. Nie można ilustrować na siłę. Kiedy dostaję tekst, musi zaiskrzyć, muszę zobaczyć obrazy i kolory – wyjaśnia. Kiedy „iskrzy”, zdarzają się ciekawe historie.

Jej zdaniem ilustracje w książkach dla dzieci nie mogą oddawać tekstu w stosunku 1:1. To nie wpływa dobrze na rozwój wyobraźni. Dlatego wybiera teksty, w których jest „powietrze”, czyli autor nie opisuje dokładnie bohatera i sytuacji, lecz zostawia miejsce dla wyobraźni ilustratora i dziecka. – Niektóre wydawnictwa chcą, aby zamalowywać całe strony w książkach. Próbuje im wtedy udowodnić, że przy jej sposobie ilustrowania to nie zda egzaminu. Nie chodzi jej o to, że nie chce jej się tyle malować. Uważa, że tak jak nie można opowiedzieć wszystkiego słowem, tak i obrazy muszą zostawiać miejsce dla wyobraźni czytelnika.

  Jej celem jest przekazanie emocji i fluidów płynących z tekstu. Uwielbia zwłaszcza malować zwierzęta, których emocje łatwiej przekazać, bo są bardziej autentyczne niż w przypadku ludzi, którzy zakładają maski. Uśmiech człowieka nie zawsze oznacza radość, a kiedy krowa merda ogonem – wiemy dlaczego.

W jej ilustracjach odbija się klimat wsi, w której mieszka. Inspirują ją wydarzenia z życia, codzienne i wyjątkowe sytuacje, sąsiedzi i rodzina.

Posługuje się tradycyjnymi technikami, stosuje: farby, kredki, ołówki, nożyczki… i tylko trochę „komputera”. 

Ilustrowanie to praca rodzinna – nie wyobraża sobie by chłopaki (synowie) nie zaglądali jej przez ramię gdy rysuje, żeby nie siedzieli rodzinnie i nie rozmawiali o tym co robi, co zrobić powinna, co się komu podoba, a co nie.  Kostek i Ignaś dzielą się swoimi pomysłami i często mają wpływ na rysunki mamy. Bywają też pierwszymi recenzentami jej prac. A te powstają albo na strychu pachnącym kredkami, farbami i wypełnionym rysunkami, albo w salonie, w którym z okna roztacza się wspaniały widok na Beskid Niski. Często ucieka tam wzrokiem.

Ma swoje sekrety – np. wie, jak  białą chmurę zamienić w owieczkę, w dodatku w sukience. Spogląda w niebo, lata po nim do woli, przywołuje swój wyobrażony świat. Spotyka w nim konia latającego nad chmurami, burego misia z guzikowym okiem, pana Pobudkę, co lubi śpiewać, kurę, która rozmyśla i wystraszonego zająca, Sprężynka, Dzika Waldka, Sowę
z Żółtymi Oczami, Babę-Łamagę i Latającą Krowę.

– Lubi dziwić się światu. Marzy o własnych skrzydłach. Na razie pojawiają się one w snach, podobnie jak postacie z tekstów, które ma zilustrować. Rysunkiem można przecież przedstawić wszystko – nawet trudny świat dorosłych wyborów i problemów.

Komisarz wystawy – Elżbieta Miśkiewicz-Zamojska